Start
 
CHOCHOLE TAŃCE POLAKÓW Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Wiesław Poczmański   

KULAWY POLONEZ "SOLIDARNOŚCI" 
     Nic tak nie zmienia punktu widzenia, jak zmiana miejsca siedzenia. POPiSowski ustawodawca zabrał mi 2/3 emerytury (z której nie tylko ja korzystałem), toteż mój obniżony mocno byt, wciąż wpływa na zmianę świadomości.

Gdy z początkiem lat 80. ubiegłego wieku zaczynała swój szaleńczy festiwal „Solidarność", nie miałem wątpliwości, że jest to ruch stawiający sobie głównie cele polityczne, problemy natury ekonomicznej traktując w znacznym stopniu instrumentalnie, jako narzędzie do podburzania nastrojów. To także z tego względu, gdy 31 sierpnia 1980 r. podpisano tzw. porozumienia sierpniowe, zacząłem nabierać przekonania, że mój kraj, którym była PRL, stanął u szczytu równi pochyłej, by ruszyć po niej w dalszą drogę. Część spośród 21 postulatów strajkujących w Gdańsku stoczniowców miała charakter dość idiotyczny (pro memoria przytaczam je poniżej), lecz ich idiotyzm był pozorny, zawarta była w nim bowiem metoda: prostackimi i populistycznymi hasłami trafić do przekonania i poruszyć nastroje najmniej skłonnych do refleksji i najbardziej podatnych na bunt warstw społeczeństwa, zapewniając im jednocześnie parasol ochronny „Solidarności". To były te warstwy, które wyznawały zasadę czy się stoi, czy się leży - dwa tysiące się należy, toteż gdy wśród postulatów pojawiło się żądanie dodatkowych dwóch tysięcy za stanie i leżenie podczas strajków, można było być pewnym jego pełnej akceptacji.

    
     Przewrotnie powiem, że była „Solidarność" od początku swego istnienia ugrupowaniem opartym na dyktaturze, gdyby bowiem ktoś spróbował powiedzieć w sierpniu 1980 r., że tylko idiota może w warunkach postępującego paraliżu państwa i gospodarki domagać się tak znacznego wzrostu płac, zostałby przez związek zmiażdżony i wdeptany w pył rozgrzanych sierpniowym słońcem polskich dróg i ulic. Podobnie byłoby w przypadku krytycznego stosunku do kilku innych, równie mądrych postulatów.

    
     Milczały więc bardziej oświecone warstwy społeczeństwa, ba, spora część inteligencji polskiej ochoczo przyłączyła się do chocholego tańca, do którego w sierpniu 1980 r. ruszyła dziesięciomilionowa „Solidarność". Kto nie z nami, ten przeciw narodowi - głosiło wtedy jedno z ważniejszych haseł, wzniecając strach. W tej naszej skłonności do lęku upatruję przyczyny milczenia ludzi nawet mądrych, którzy zdawali sobie sprawę z populizmu solidaruchów. Poza tym, do tych najgłupszych nawet haseł niemal każdy dopisywał jakieś swoje oczekiwania, toteż zdawał się być ów populizm wielkim, jadącym w przyszłość pojazdem, w którym pojemne, pełne nadziei kufry lokowały różne warstwy i grupy społeczne. Najzabawniej było jednak z bagażem katolickiego Kościoła.Ten, który ładował w sierpniu `80 na skrzynię ciężarówki, był taki malutki, taki niepozorny, jak skromny neseserek. A okazało sie, że był ów tobołek potężna walizą, którą dobry rzemieślnik wykonał z niezwykle rozciągliwej gumy i wlazło do niej tyle dóbr wszelakich, że papieżowi nawet tak wiele się nie śniło. No tak, lecz Kościół jest organizacją specjalizującą się w wytwarzaniu takich przedmiotów od ponad dwóch tysięcy lat, toteż miał czas dojść do mistrzostwa     
     
     Także prostego człowieka namówiono, by spory pakunek nadziei umieścił w tej wielkiej ciężarówce i spójrzmy teraz co los w nim mu odesłał.

    
     Z raportu OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) dowiaduję się, że:


Co piąte polskie dziecko jest ubogie - alarmuje OECD. W porównaniu do innych krajów OECD Polska wypada najgorzej pod względem sytuacji materialnej i mieszkaniowej;

 

Polska wydaje też mało na dzieci - średnio 43,7 tys. dolarów w ciągu całego dzieciństwa, podczas gdy Norwegia, która najwyżej uplasowała się w tym rankingu, wydaje 204,2 tys. dolarów. Mniej od Polski wydaje tylko Meksyk

 

Przeciętny dochód rodziny w Polsce należy do najniższych wśród krajów OECD, a ponad 21 proc. polskich dzieci żyje poniżej granicy ubóstwa (przy średniej wynoszącej ok. 12 proc.). (...) gorzej mają tylko Meksyk i Turcja;

 

    
     Z danych Eurostatu (Europejskiego Urzędu Statystycznego) wynika że:


63 proc. Polaków nie stać, by raz w roku pojechać przynajmniej na tydzień urlopu poza miejsce zamieszkania - wynika z najnowszych danych Eurostatu o biedzie w Unii Europejskiej;


Z danych za rok 2008 wynika, że 20 proc. Polaków nie może sobie pozwolić na to, by wystarczająco ogrzać mieszkanie, 21 proc. - by przynajmniej raz na dwa dni jeść mięso, drób, rybę albo ich wegetariański, pełnowartościowy zamiennik;


Odsetek osób dotkniętych "materialnym niedostatkiem" wynosi w Polsce 32 proc., czyli należy do najwyższych w Europie. Oznacza to, że niemal co trzeci Polak pozbawiony jest, wbrew własnej woli, co najmniej trzech z dziewięciu dóbr materialnych różnych kategorii, które są wyznacznikiem poziomu życia;

Praca „na etacie", mimo posiadania średniego a nawet wyższego wykształcenia często nie daje większej nadziei na wyjście z biedy. Jak informuje dziennikarka Onetu - Katarzyna Gontarczyk kategoria pracujących biedaków (z angielska zwanych working poor) sięgnęła w Polsce  pułapu ponad 2,1 mln. osób, „a  pracujący biedacy to obok rosnącej grupy emerytów kolejna znacząca grupa ludzi ubogich w Polsce. Co szósty zatrudniony w Polsce należy do „working poor". 

    
     Pozwolę sobie podać jeszcze znamienną garść danych, przytoczonych przez red Gontarczyk:


Przebadani przez CBOS pracujący biedni Polacy nie mają dużych wymagań (Badanie „Pracujący biedni", grudzień 2008). Deklarują, że potrzebują 431 zł dochodu netto na osobę, aby zaspokoić podstawowe potrzeby, 693 zł, aby żyć na średnim poziomie i 1069, żeby żyć dostatnio. Co ciekawe „pracujący biedni" mają mniejsze wymagania niż „niepracujący biedni". Ci ostatni deklarują, że potrzebują 510 zł na rękę na osobę w rodzinie, żeby zaspokoić podstawowe potrzeby, 789 zł, aby żyć na średnim poziomie, 1215 zł oznacza dla nich dostatek.

Rozstrzał między najwięcej i najmniej zarabiającymi w Polsce jest coraz większy. 20 proc. najbogatszych Polaków osiąga około 1950 zł dochodu na jedną osobę w gospodarstwie i jest 6 razy wyższy niż ten, który osiąga 20 proc. najbiedniejszych z nas.


     A co na to wszystko związki zawodowe z „Solidarnością" na czele, która nie wiedząc co robi zaakceptowała Plan Balcerowicza i tak skutecznie ogłupiła społeczeństwo, że pozwoliło ono swym kosztem bogacić się bogatym, a biednym popadać w większą biedę ? Oto co znalazłem w Onecie:

 

Czujemy się wykorzystani - mówią związkowcy. Prezesi firm straszyli nas przez ostatni rok, że jest kryzys, trzeba oszczędzać, ciąć zatrudnienie. Godziliśmy się, by zachować pracę. Ale firmy mają zyski. Koniec wyrzeczeń - odnotowuje "Gazeta Wyborcza".

Związkowcy tłumaczą, że przez ostatni rok godzili się na cięcia etatów i obniżki pensji. W obawie przed kryzysem. Podpisali z pracodawcami i rządem bezprecedensowy pakiet antykryzysowy, zrzekając się części uprawnień z kodeksu pracy, m.in. rezygnując z zapłaty za nadgodziny.

Pracę w ubiegłym roku straciło ponad 419 tys. osób - najwięcej od 2001 r. Związki zachowywały się powściągliwie - protesty były nieliczne. Teraz związkowcy zgodnie mówią: "Czas wyrzeczeń minął. Rząd się chwali, że Polska jest jedynym krajem w Europie, który ma wzrost gospodarczy. Podzielmy się nim z pracownikami". Płaca minimalna to 1317 zł, czyli 42 proc. średniej krajowej. Związkowcy domagają się podniesienia jej do połowy średniej. Wczoraj nikt z rządu nie chciał skomentować postulatów związkowców - czytamy w dzisiejszej publikacji "Gazety Wyborczej".

     Każdy przyzna, że wobec rewolucji, którą zaczęła „Solidarność" z początkiem lat 80. i krzykliwych haseł głoszonych w czasach strajków i demonstracji, co prowadziło do tego wszystkiego, co stało się w Polsce po 1990 r., dzisiejszy jej głos przypomina  popiskiwanie przerażonej myszy.


     Państwo Solidaruchy płci obojga, a co z waszą niegdysiejszą odwagą i wręcz buńczucznością ? Co z realizacją waszych 21 postulatów ? Znów, jak ustaną mrozy przyjedziecie do Warszawy i pod urzędem Tuska pogwiżdżecie sobie na zakupionych z waszych składek gwizdkach i popalicie smrodliwie opony ? Ich dym będzie równie skuteczny, jak kadzidła palone by w letnią suszę przywołać deszcz. 

     
     Oczywiście, odnieśliście sukces osiągnąwszy polityczne swobody i możecie sobie teraz uczenie dyskutować, mówić co chcecie i  czytać to wszystko, czego dusza zapragnie. No to miłej lektury. Tylko że głodno i chłodno coraz częściej bywa wielu w jej trakcie.

Wiesław Poczmański

 
 
 

Dodaj jako ulubiony (29) | Zacytuj ten artykuł na swojej stronie | Odsłon: 284

Komentarze (2)
1. 24-01-2010 18:20
 
Jak kler w II RP dbał o swoje interesy
KLER, A SPRAWY MATERJALNE.  
Treść:  
Konkordat, a uposażenie materjalne kleru. Uroszczenia kleru wobec Państwa. Olbrzymie fundusze kościelne. Składki misyjne. Niektóre formy zbierania składek. Składki kościelne mimo kryzysu rosną.. Agitacja za wzmożeniem akcji misyjnej w kraju.  
Oddzielną, wielką dziedzinę wyzysku Polski przez duchowieństwo, stanowią sprawy materjalne.  
Już konkordat przyznaje w tym kierunku Kościołowi katolickiemu ogromne przywileje. Dowodem tego jest art. 24 konkordatu, w którym "Rzeczpospolita Polska uznaje prawo osób prawnych kościelnych i zakonnych. do wszystkich majątków ruchomych i nieruchomych, kapitałów, dochodów oraz innych praw, które te osoby prawne posiadają obecnie na obszarze Państwa Polskiego" i to nawet w tym wypadku, gdyby prawo własności tych majątków nie było dotychczas wpisane do ksiąg hipotecznych.  
Uznając w tak rozległem znaczeniu. status quo majątkowe duchowieństwa, w dalszym ciągu tego samego artykułu 24-go przyznaje Państwo Kościołowi dalsze przywileje, a mianowicie prawo do odzyskania dóbr skonfiskowanych przez rządy zaborcze, prawo do zaopatrzenia w miarę rozporządzalności mens biskupich i beneficjów proboszczowskich w dostateczną ilość ziemi, a do czasu spełnienia tych zobowiązań zapewnia Państwo Kościołowi prawo do uposażenia rocznego, które ma być nie niższe od wartości rzeczywistej uposażeń, wypłacanych przez rządy zaborcze.  
Ustalając zasady uposażenia (Załącznik A do konkordatu) Państwo nie zapomina nawet o uczniach seminarjów duchownych, zapewniając i im również pensje miesięczne. Mimowoli nasuwa się tu przykra uwaga: Jest taka masa zdolnej biednej młodzieży akademickiej, która nie może kończyć studjów z braku podstaw materjalnych lub kończy je, walcząc z niesłychanym niedostatkiem. Młodzież ta studjami swemi przygotowuje się do pracy dla Państwa, a jednak Państwo na podstawie zobowiązań konkordatowych spieszy z pomocą materjalną tej przedewszystkiem młodzieży, która w przyszłości pracować będzie nie dla Państwa, ale dla Kościoła.  
I jeszcze jedna uwaga: W dzisiejszych ciężkich czasach, kryzysu ekonomicznego, kiedy Państwo zmuszone jest redukować głodowe pensje swym pracownikom, kiedy pensje robotników zeszły już dawno niżej minimum egzystencji, przykrym zgrzytem uwydatnia się fakt, że uposażenia dobrze sytuowanego kleru, oparte na postanowieniach konkordatowych, okazują się prawie nietykalne. Nic dziwnego, że w tych warunkach w latach kryzysowych na wszystkich wycieczkach zagranicznych, we wszystkich bogatszych zdrojowiskach i kąpielach kler jest najliczniej reprezentowany.  
Konkordat daje Kościołowi duże uprawnienia. Kościół uprawnienia te stale rozszerza, czego dowodem chociażby ustawa o podatkach kościelnych. Jak bezceremonjalnie potrafi kler egzekwować na Państwie swe pretensje, widzimy to na przykładzie tych licznych procesów o zwrot świątyń prawosławnych i ich majątków, w jakim tonie zaś potrafi o tem kler mówić, niech świadczą wyjątki z korespondencji słynnego "Kap'a" (Katolickiej Agenci Prasowej). Czytamy tam ("Polonja" 26. I. 1930 r.):  
Według konkordatu wszystkie prawa i zarządzenia, sprzeczne z konkordatem straciły moc obowiązującą. Pytamy gdzie jest akt, któryby sprzeczne z konkordatem prawa i zarządzenia przekreślił? Chyba takim aktem nie jest to, co umieszczono w Monitorze?  
Art. IV . konkordatu nie jest wprowadzony w życie. Kościoły rujnują się, potrzebne są nowe świątynie, wymagane są opłaty asekuracyjne do kas chorych, pracowników umysłowych i t. d. Skąd na to czerpać środki Stan wykonania konkordatu i wprowadzania w życie związanych z nim aktów prawodawczych, zarządzeń rządowych, zawierania umów trwa chyba za długo?  
Sposób ujęcia sprawy przez p. Ministra czyni wrażenie, jakoby do Ministra W. R. i U. P. należało prawo, komu przyznać zagrabione świątynie i ich majątek, że bez porozumienia się z Ministrem W. R. i O. P. Biskupi nie powinni na drodze sądowej dochodzić praw Kościoła katolickiego.  
Biskupi mają prawo żądać, by konkordat i co z nim związane, było wprowadzone w życie i aby ich, gdy bronią praw Kościoła. przed sądami państwowemi, nie uważano za takich, co po cudze sięgają.  
W podobnie aroganckim tonie odzywa się "Kap" często, a ton ten jest dla stosunków, panujących w Polsce bardzo znamienny.  
Nie do samych jednak uprawnień konkordatowych ograniczają się dochody, jakie kler czerpie z terenu Państwa Polskiego. Pieniądze polskie płyną całym, olbrzymim systematem rzecznym z najrozmaitszych źródeł do kas kościelnych, przewyższając wielokrotnie te dotacje, jakie zagwarantowane są Kościołowi postanowieniami konkordatu. Weźmy jako przykład wysokość kościelnego funduszu budowlanego: 1.060.000 zł. (Załącznik A do konkordatu) i zestawmy tę kwotę z ilością i kosztami wybudowanych w Polsce po r. 1918 świątyń. Niema okolicy, gdzieby w czasach niepodległości kościoła nie wybudowano, a są miasta i miasteczka, gdzie się ich buduje i po dwa równocześnie. Przy sposobności wznoszenia owych budowli zarówno ze strony Państwa, jak i społeczeństwa płyną na rzecz Kościoła hojne datki.  
I tak np. w 193r r. Państwo sprzedało plac w Warszawie pod budowę kościoła za cenę 10% szacunkowej wartości, robiąc w ten sposób kurji warszawskiej prezent z 90.000 zł. Na budowę katedry śląskiej zebrano do marca 1932 r. 5 1/4 miljona złotych, w czem przeszło 4 mil jony stanowią subwencje rządowe, wojewódzkie i samorządowe. I tak jest z budową każdego kościoła - i tak się wciąż dzieje nawet w ostatnich czasach ostrego kryzysu ekonomicznego. Brak jest środków na pokrycie najkonieczniejszych potrzeb państwowych - na budowę kościoła, czy, inny cel religijny, zawsze w tej czy innej formie, fundusze się znajdą.  
Jak poważne muszą być fundusze, które gromadzą się w rękach kleru, dowodzi tego fakt, że Kurja biskupia w Siedlcach zakupiła w czerwcu 1932 r. czwarty już zkolei dom i zapłaciła za niego 300.000 zł. ("Gazeta Podlaska"). Dom ten ma podobno być przeznaczony na rezydencję biskupa sufragana.  
Z pomiędzy najrozmaitszych form wyzysku materjalnego, jaki pod pokrywką religji, uprawia się w Polsce, szczególnie przykre uczucie budzi ten wyzysk, którego ofiarą padają szerokie, najciemniejsze i dlatego przed chciwością kleru najbezbronniejsze masy społeczeństwa. Przykład: Wycieczka ludowa w Krakowie. Kobiety z trudem złożyły pieniądze na podróż i konieczne wydatki. Zostało im jeszcze po kilkadziesiąt groszy, za które obiecują sobie "coś" kupić. W jednym z kościołów podczas zwiedzania podoba im się obraz w ołtarzu. Bez namysłu urządzają składkę i ostatnie swe grosze oddają księdzu, by odprawił mszę przed tym ołtarzem. A potem cały dzień chodzą głodne po Krakowie, bo na obiad nie starczyło.  
Ile tak setek, tysięcy i miljonów złotych przepłynie rok rocznie z kieszeni najbiedniejszych do przepaścistych kieszeni kleru i do kas kościelnych, trudno nawet w przybliżeniu określić. Nie wiem, czy istnieje wogóle źródło, gdzieby można ścisłych i dokładnych danych w tym kierunku zaczerpnąć, to tylko wiem jednak z całą pewnością, że suma ogólna kościelnych składek jest bardzo duża, o wiele za duża na ubóstwo materjalne Polski.  
A w tych składkach, rzekomo religijnych, tkwi jeszcze jeden tragizm. Większość pieniędzy, zwłaszcza misyjnych, idzie zagranicę, bogacąc obce narody i służąc obcej sprawie. "Wolnomyśliciel Polski" z 15. XI. 1930 tak o tej sprawie pisze:  
Każda trzecia niedziela października jest przeznaczona na propagandę misyj wśród pogan. Propaganda polega na wygłoszeniu kazania okolicznościowego o upośledzeniu nieszczęśliwych czarnych, na zachęceniu do gorącej modlitwy na intencję powodzenia misyj katolickich i, co jest ważniejsze, do składania ofiary pieniężnej.  
I niejeden ciemny chłop, który grosza nie da na flotę narodową, budowę szkoły czy szpitala, nie odmówi dobrodziejowi w sutannie niejednej złotówczyny na "tych ta cornych"". A dla czyjego dobra cala ta robota Oto Watykan za wskrzeszenie państwa kościelnego musi odpłacać Mussoliniemu propagandą faszyzmu i wywiadem w pobliskiej Afryce. W ślad bowiem za misjonarzem kapucynem czy redemptorystą sunie kupiec, a naostatek żołnierz, aby rozszerzyć granice imperjum italskiego. A za czyje pieniądze? Polskiego biedaka, wyłudzone przez krajowego cudzoziemca.  
Nie kusząc się bynajmniej o zobrazowanie całości składek kościelnych, podaję niektóra dane z tego działu. Z tych fragmentów można sobie do pewnego stopnia całość odtworzyć.  
Według danych, zaczerpniętych z "Miesięcznika Diecezji Chełmińskiej" (czerwiec 1931 r.), diecezja ta zebrała w 1930-tym roku:  
a) na "Dzieło Rozkrzewiania Wiary" . . 171.037 zł. 32 gr.  
b) na "Papieskie Dzieło św. Dziecięctwa" . 42.247 " 81 "  
c) na "Papieskie Dzieło Piotra Apostoła" . 9.105 " 59 "  
d) na "Związek Misyjny Kleru" . . . . 1.533 " 30 "  
e) na "Towarzystwo Misyjne dla Wschodu" . . . . . . . . . . . . 2.151 " 30 "  
f) na "Stowarzyszenie św. Jozafata" . . 1.225 " 15 "  
g) na "Sodalicję św. Piotra Klawera" . . 3.006 " 06 "  
Razem zebrano w ciągu roku 1930 w diecezji: 232.306 zł. 53 gr. (232 tysiące 306 złotych 53 grosze).  
Ile pieniędzy z diecezji poszło na inne cele kościelne, jak msze  
św., śluby, pogrzeby, wypominki i t. p., nie umiem określić.  
O wysokości składanych pieniędzy, pewne pojęcie może dać  
także "Sprawozdanie z akcji misyjnej w Łagiewnikach Śląskich" ("Nasz Misjonarz" marzec 1930 r.), z którego to sprawozdania dowiadujemy się, że parafja złożyła w roku na cele  
misyjne 10.703 zł. G6 gr., co stanowi na głowę każdego katolika  
74 grosze.  
Wydobywaniem ze społeczeństwa pieniędzy zajmują się bardzo gorliwie różne klerykalne gazetki. Przykładem mogą tu być "Misje Katolickie", które w ciągu jednego roku, od listopada 1929 do listopada 1930 wykazały 82.861 zł. 52 gr. i 164 dolarów składek. Inne gazetki, jak "Królowa Apostołów", "Nasz Misjonarz", "Mały Misjonarz" i cały długi szereg podobnych dzielnie pod tym względem "Misjom Katolickim" sekundują.  
Obecnie wiele z tych pism, nie chcąc drażnić opinji publiczne, a tem samem psuć sobie interesu, zaprzestało ogłaszania na tamach pisma pokwitowań składkowych, niestety, nie zaprzestało równocześnie zbierać samych składek.  
Że kwoty zbierane w większości parafij muszą sięgać sum bardzo poważnych, świadczy o tem list jednego z proboszczów do swej parafjanki. Oto treść listu:  
Szanowna Pani!  
Za tak hojną ofiarę w wysokości "czterech groszy" najserdeczniejsze dzięki.  
To jest ofiara na żebraka a nie na misjonarza! ! !  
Zatem zwraca ją się w celu doręczenia jej jakiemuś dziadowi.  
Z poważaniem ks. F. I'. proboszcz.  
List ten pozostaje w związku ze zbiórką pieniędzy podczas nabożeństwa i nasuwa pewne refleksje. Wprawdzie ofiara "4 grosze na misjonarza" nie jest wysoka i widocznie nie powtarza się zbyt często, jeśli wzbudziła takie oburzenie u zacnego plebana, ale mimo to przyjmijmy te cztery grosze za podstawę obliczenia wysokości sum, jakie gromadzą się w kieszeniach kleru, dzięki zbiórkom, urządzanym podczas mszy świętych. Przypuśćmy, że co niedziela 10% ludności w Polsce bierze udział w nabożeństwie i składa "na tacę" tylko po 4 grosze. Daje to w sumie 4 gr. x 3 miljony czyli 120 tysięcy złotych. Biorąc pod uwagę tylko 50 niedziel, bez świąt i okolicznościowych nabożeństw, otrzymamy ładną kwotę 6 miljonów zł. rocznie.  
I to jest ofiara "czterech groszy", którą ks. P. nazywa pogardliwie ;,ofiarą na żebraka".  
Że poważnym działem pracy każdego księdza są zbiórki pieniężne, zdają sobie z tego księża przeważnie doskonale sprawę. Jeden z proboszczów z głuchej prowincji, stworzyć sobie nawet na ten temat oryginalne przysłowie. Zwykł on mawiać: "Jeżeli mój poprzednik był miechem z dziur, to ja jestem beczką bez dna. Tylko dawajcie".  
Dość dobrze charakteryzuje również poglądy kleru na sprawy pieniężne list ks. proboszcza z K . . . Pisze on, co następuje:  
K..., dnia 21. I. 1931. r.  
Szanowna Pani!  
Już przeszło sześć tygodni upłynęło od dnia pogrzebu  
Paninego ojca. Józefa R.  
Szanowna Pani zamówiła nader uroczysty pogrzeb, oświadczając zarazem, iż czynności pogrzebowe ze strony kapłana i służby kościelnej zapłaci syn, względnie brat Wasz z Zabrza w Niemczech.  
Szwagrowa z Niemiec też mi obiecała, iż ku końcu grudnia pogrzeb zapłaci.  
Koniec grudnia nadszedł, pieniędzy niema; otrzymałem parę dni później list z Zabrza, iż 12 stycznia 1931 r. pieniądze brat z Zabrza pośle. Znów już 9 dni upłynęło, a pieniędzy niema i niema.  
Ja się z błazna robić nie dam.  
Takiego wypadku w życiu mem kapłańskiem nie miałem, iżby jaki ksiądz trupa darmo, względnie na pump chował.  
Wobec tego proszę o uiszczenie 170 zł. za czynności kapłańskie przy pogrzebie zmarłego Józefa R.  
Ks. Fr. P. proboszcz
Gość
 
2. 30-01-2010 23:04
 
Moja jest mojsza
Utrzymujemy za nasze pieniądze kilkutysięczną rzeszę darmozjadow IPN-owskich, ktorzy wciąż 
przegrzebują tony akt , szukajac haków na tych ktorych trzeba obrzucić łajnem na zamówienie , ktorych trzeba skazać na śmierć społeczną czy też polityczną, zamiast pisać podręczniki do historii dla dzieci i mlodzieży. A przez 300 lat nie 
bylo nas na mapie świata nie przez "takich glupcow " 
krzykaczy,pij i popuszczaj pasa,ciagłe potyczki,cały czas tylko ujadanie Obecnie prawica nie dyskutowac,umieja tylko dzielic sieja jadem,czuc spalenizne zemsty-a tak naprawde-powinni podziekowac naszym rodzicom za 45 lat okrsu PRl ktore były pracowite,ktore,dały nadzieje,prace,nauke,wypoczynek..Ale w dalszym ciagu rozdzierają tę naszą biedna przesiąkniętą krwią i potem flagę na wszystkie strony świata krzycząc przy tym "ona jest moja", "moja jest mojsza", "moja jest najmojsza" , oczywiscie jest to metafora zaczerpnięta ze znanego filmu, ale jakże jest wymowna i pasująca do naszego "LIBERUM VETO" i myslę, ze ciagle nie potrafimy sie opamietac,Zniszczono wszasytkie autorytety.Stajemy sie posmiewiskiem 
Europy, Powodzenia-od kilku lat media,politycy wspaniale sie bawia.dajac igrzyska dla gawiedzi...Codzinnie w TVN 24 porcja bazaru,pokazuja wspanaile jak polacy donosza na siebie,pokazuje sie wojne podjazdowa w wykonaniu Prawicy-I cig łe gadajace głowy.........
Gość
 

Napisz komentarz
  • Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
  • Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
  • Komentarze promujące własne np. strony, produkty itp. będą usuwane.
  • *Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.
  • Zachowaj w pamięci treść jeżeli pomyliłeś kod.
Imię:
E-mail
Strona wwww
Tytuł:
BBCode:Web AddressEmail AddressBold TextItalic TextUnderlined TextQuoteCodeOpen ListList ItemClose List
Komentarz:



Kod antyspamowy:* Code
Chcę być powiadamiany emailem o dodaniu nowych komentarzy

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
Polska adaptacja JoomlaPL.com Team
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 

Sonda

Czy proces Wojciecha Jaruzelskiego dodaje powagi IPN-owi?
 
   
Advertisement
    hotel
      hotel