KULAWY POLONEZ "SOLIDARNOŚCI"
Nic tak nie zmienia punktu widzenia, jak zmiana miejsca siedzenia. POPiSowski ustawodawca zabrał mi 2/3 emerytury (z której nie tylko ja korzystałem), toteż mój obniżony mocno byt, wciąż wpływa na zmianę świadomości.
Gdy z początkiem lat 80. ubiegłego wieku zaczynała swój szaleńczy festiwal „Solidarność", nie miałem wątpliwości, że jest to ruch stawiający sobie głównie cele polityczne, problemy natury ekonomicznej traktując w znacznym stopniu instrumentalnie, jako narzędzie do podburzania nastrojów. To także z tego względu, gdy 31 sierpnia 1980 r. podpisano tzw. porozumienia sierpniowe, zacząłem nabierać przekonania, że mój kraj, którym była PRL, stanął u szczytu równi pochyłej, by ruszyć po niej w dalszą drogę. Część spośród 21 postulatów strajkujących w Gdańsku stoczniowców miała charakter dość idiotyczny (pro memoria przytaczam je poniżej), lecz ich idiotyzm był pozorny, zawarta była w nim bowiem metoda: prostackimi i populistycznymi hasłami trafić do przekonania i poruszyć nastroje najmniej skłonnych do refleksji i najbardziej podatnych na bunt warstw społeczeństwa, zapewniając im jednocześnie parasol ochronny „Solidarności". To były te warstwy, które wyznawały zasadę czy się stoi, czy się leży - dwa tysiące się należy, toteż gdy wśród postulatów pojawiło się żądanie dodatkowych dwóch tysięcy za stanie i leżenie podczas strajków, można było być pewnym jego pełnej akceptacji.
Przewrotnie powiem, że była „Solidarność" od początku swego istnienia ugrupowaniem opartym na dyktaturze, gdyby bowiem ktoś spróbował powiedzieć w sierpniu 1980 r., że tylko idiota może w warunkach postępującego paraliżu państwa i gospodarki domagać się tak znacznego wzrostu płac, zostałby przez związek zmiażdżony i wdeptany w pył rozgrzanych sierpniowym słońcem polskich dróg i ulic. Podobnie byłoby w przypadku krytycznego stosunku do kilku innych, równie mądrych postulatów.
Milczały więc bardziej oświecone warstwy społeczeństwa, ba, spora część inteligencji polskiej ochoczo przyłączyła się do chocholego tańca, do którego w sierpniu 1980 r. ruszyła dziesięciomilionowa „Solidarność". Kto nie z nami, ten przeciw narodowi - głosiło wtedy jedno z ważniejszych haseł, wzniecając strach. W tej naszej skłonności do lęku upatruję przyczyny milczenia ludzi nawet mądrych, którzy zdawali sobie sprawę z populizmu solidaruchów. Poza tym, do tych najgłupszych nawet haseł niemal każdy dopisywał jakieś swoje oczekiwania, toteż zdawał się być ów populizm wielkim, jadącym w przyszłość pojazdem, w którym pojemne, pełne nadziei kufry lokowały różne warstwy i grupy społeczne. Najzabawniej było jednak z bagażem katolickiego Kościoła.Ten, który ładował w sierpniu `80 na skrzynię ciężarówki, był taki malutki, taki niepozorny, jak skromny neseserek. A okazało sie, że był ów tobołek potężna walizą, którą dobry rzemieślnik wykonał z niezwykle rozciągliwej gumy i wlazło do niej tyle dóbr wszelakich, że papieżowi nawet tak wiele się nie śniło. No tak, lecz Kościół jest organizacją specjalizującą się w wytwarzaniu takich przedmiotów od ponad dwóch tysięcy lat, toteż miał czas dojść do mistrzostwa
Także prostego człowieka namówiono, by spory pakunek nadziei umieścił w tej wielkiej ciężarówce i spójrzmy teraz co los w nim mu odesłał.
Z raportu OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) dowiaduję się, że:
Co piąte polskie dziecko jest ubogie - alarmuje OECD. W porównaniu do innych krajów OECD Polska wypada najgorzej pod względem sytuacji materialnej i mieszkaniowej;
Polska wydaje też mało na dzieci - średnio 43,7 tys. dolarów w ciągu całego dzieciństwa, podczas gdy Norwegia, która najwyżej uplasowała się w tym rankingu, wydaje 204,2 tys. dolarów. Mniej od Polski wydaje tylko Meksyk
Przeciętny dochód rodziny w Polsce należy do najniższych wśród krajów OECD, a ponad 21 proc. polskich dzieci żyje poniżej granicy ubóstwa (przy średniej wynoszącej ok. 12 proc.). (...) gorzej mają tylko Meksyk i Turcja;
Z danych Eurostatu (Europejskiego Urzędu Statystycznego) wynika że:
63 proc. Polaków nie stać, by raz w roku pojechać przynajmniej na tydzień urlopu poza miejsce zamieszkania - wynika z najnowszych danych Eurostatu o biedzie w Unii Europejskiej;
Z danych za rok 2008 wynika, że 20 proc. Polaków nie może sobie pozwolić na to, by wystarczająco ogrzać mieszkanie, 21 proc. - by przynajmniej raz na dwa dni jeść mięso, drób, rybę albo ich wegetariański, pełnowartościowy zamiennik;
Odsetek osób dotkniętych "materialnym niedostatkiem" wynosi w Polsce 32 proc., czyli należy do najwyższych w Europie. Oznacza to, że niemal co trzeci Polak pozbawiony jest, wbrew własnej woli, co najmniej trzech z dziewięciu dóbr materialnych różnych kategorii, które są wyznacznikiem poziomu życia;
Praca „na etacie", mimo posiadania średniego a nawet wyższego wykształcenia często nie daje większej nadziei na wyjście z biedy. Jak informuje dziennikarka Onetu - Katarzyna Gontarczyk kategoria pracujących biedaków (z angielska zwanych working poor) sięgnęła w Polsce pułapu ponad 2,1 mln. osób, „a pracujący biedacy to obok rosnącej grupy emerytów kolejna znacząca grupa ludzi ubogich w Polsce. Co szósty zatrudniony w Polsce należy do „working poor".
Pozwolę sobie podać jeszcze znamienną garść danych, przytoczonych przez red Gontarczyk:
Przebadani przez CBOS pracujący biedni Polacy nie mają dużych wymagań (Badanie „Pracujący biedni", grudzień 2008). Deklarują, że potrzebują 431 zł dochodu netto na osobę, aby zaspokoić podstawowe potrzeby, 693 zł, aby żyć na średnim poziomie i 1069, żeby żyć dostatnio. Co ciekawe „pracujący biedni" mają mniejsze wymagania niż „niepracujący biedni". Ci ostatni deklarują, że potrzebują 510 zł na rękę na osobę w rodzinie, żeby zaspokoić podstawowe potrzeby, 789 zł, aby żyć na średnim poziomie, 1215 zł oznacza dla nich dostatek.
Rozstrzał między najwięcej i najmniej zarabiającymi w Polsce jest coraz większy. 20 proc. najbogatszych Polaków osiąga około 1950 zł dochodu na jedną osobę w gospodarstwie i jest 6 razy wyższy niż ten, który osiąga 20 proc. najbiedniejszych z nas.
A co na to wszystko związki zawodowe z „Solidarnością" na czele, która nie wiedząc co robi zaakceptowała Plan Balcerowicza i tak skutecznie ogłupiła społeczeństwo, że pozwoliło ono swym kosztem bogacić się bogatym, a biednym popadać w większą biedę ? Oto co znalazłem w Onecie:
Czujemy się wykorzystani - mówią związkowcy. Prezesi firm straszyli nas przez ostatni rok, że jest kryzys, trzeba oszczędzać, ciąć zatrudnienie. Godziliśmy się, by zachować pracę. Ale firmy mają zyski. Koniec wyrzeczeń - odnotowuje "Gazeta Wyborcza".
Związkowcy tłumaczą, że przez ostatni rok godzili się na cięcia etatów i obniżki pensji. W obawie przed kryzysem. Podpisali z pracodawcami i rządem bezprecedensowy pakiet antykryzysowy, zrzekając się części uprawnień z kodeksu pracy, m.in. rezygnując z zapłaty za nadgodziny.
Pracę w ubiegłym roku straciło ponad 419 tys. osób - najwięcej od 2001 r. Związki zachowywały się powściągliwie - protesty były nieliczne. Teraz związkowcy zgodnie mówią: "Czas wyrzeczeń minął. Rząd się chwali, że Polska jest jedynym krajem w Europie, który ma wzrost gospodarczy. Podzielmy się nim z pracownikami". Płaca minimalna to 1317 zł, czyli 42 proc. średniej krajowej. Związkowcy domagają się podniesienia jej do połowy średniej. Wczoraj nikt z rządu nie chciał skomentować postulatów związkowców - czytamy w dzisiejszej publikacji "Gazety Wyborczej".
Każdy przyzna, że wobec rewolucji, którą zaczęła „Solidarność" z początkiem lat 80. i krzykliwych haseł głoszonych w czasach strajków i demonstracji, co prowadziło do tego wszystkiego, co stało się w Polsce po 1990 r., dzisiejszy jej głos przypomina popiskiwanie przerażonej myszy.
Państwo Solidaruchy płci obojga, a co z waszą niegdysiejszą odwagą i wręcz buńczucznością ? Co z realizacją waszych 21 postulatów ? Znów, jak ustaną mrozy przyjedziecie do Warszawy i pod urzędem Tuska pogwiżdżecie sobie na zakupionych z waszych składek gwizdkach i popalicie smrodliwie opony ? Ich dym będzie równie skuteczny, jak kadzidła palone by w letnią suszę przywołać deszcz.
Oczywiście, odnieśliście sukces osiągnąwszy polityczne swobody i możecie sobie teraz uczenie dyskutować, mówić co chcecie i czytać to wszystko, czego dusza zapragnie. No to miłej lektury. Tylko że głodno i chłodno coraz częściej bywa wielu w jej trakcie.
Wiesław Poczmański
Dodaj jako ulubiony (29) | Zacytuj ten artykuł na swojej stronie | Odsłon: 284
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 Polska adaptacja JoomlaPL.com Team AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |