|
Siedząc w hotelowej restauracji usłyszałem rozmowę kilku osób z sąsiedniego stolika, Najpierw pomyślałem, że opowiadają sceny z jakiegoś filmy, potem zorientowałem się, że to wszystko prawda a działo się to w Poznaniu na ulicy Storczykowej, Malwowej, czy innej kwiatowej. Włączyłem się do rozmowy.
Jest to opowieść prawdziwa, dotyczy sąsiadów, którzy zamierzali podjąć wspólne działania biznesowe. Pomiędzy ich działkami była jeszcze jedna niezagospodarowana działka. Pan Ryszard J. prowadzi z rodziną sklep, dostał propozycję rozbudowy. Sąsiadce Magdalenie zaproponował, że jego córka kupi działkę znajdującą się pomiędzy działkami Pani Magdaleny a Ryszarda, rozbudują obecny sklep, połączą go z jej budynkiem warsztatowym. Jego córka ogromnym nakładem i wysiłkiem wspomaganym kredytem kupiła działkę. Ryszard koszty połączenia budynku sklepowego z budynkiem warsztatowym wziął na siebie. Za wynajęcie budynku warsztatowego Pani Magdalena miała otrzymywać comiesięczną dzierżawę.
W ramach umowy całość razem z budynkiem warsztatowym wynajmą klientom za godziwą zapłatą. Interes spodobał się Panie Magdalenie, która osobiście złożyła wniosek o rozbudowę do odpowiednich władz a Pan Ryszard zlecił architektowi wykonanie projektu. Zaczął ponosić poważne koszty. Zawarł też już wstępną umowę dzierżawy całości za dobre pieniądze.
Jednak życie to nie bajka, nie może wszystko iść dobrze. Zawsze jakieś małe krasnoludki muszą coś namieszać. Tym razem „krasnoludkiem” okazała się Pani Magdalena.
Po wydaniu decyzji urzędowych na dalsze działania, Pani Magdalena z projektu i planów się wycofała. Jednocześnie złożyła odwołanie od Decyzji Prezydenta Miasta Poznania w sprawie warunków zabudowy. Jako powód odwołania podała, że będzie jej przeszkadzał ruch samochodowy na sąsiedniej działce. Podniosła też sprawę procentowego zabudowania działki, który zgodnie z projektem wynosił 64%, a jej działka ma tylko 27%.
Pan Ryszard znów poniósł koszty, zmienił projekt, tym razem zabudowa miała obejmować już 46% powierzchni działki córki. Urząd wydał kolejną Decyzję. Pani Magdalena zaś złożyła kolejne odwołanie, ponownie motywując wzmożonym ruchem na sąsiedniej działce oraz zbyt dużym procentem zabudowy na sąsiedniej działce. Kolejne pieniądze Pana Ryszarda wydane na zmiany i projektu poszły w powietrze.
Tego wszystkiego było już za dużo dla Pana Ryszarda. W swojej desperacji napisał list do Pani Magdaleny, że na oczach internautów oraz na jej działce popełni samobójstwo informują jednocześnie świat internetowy i nie tylko o powodach desperackiego kroku. Straty Pana Ryszarda są bardzo poważne, na decyzje oraz projekty wydał kupę kasy, zgodnie ze wstępną umową dzierżawy już otrzymywałby kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Nie dość poniesionych kosztów, straty kasy z wynajmu, to jeszcze trzeba spłacać kredyt zaciągnięty na zakup działki, na której nic dziać się nie może dzięki Pani Magdalenie.
Pani Magdalena w odwecie zawiadomiła Policję informując, że Pan Ryszard stosuje groźby pod jej adresem.
Podsumowując dojść można do wniosku, że Pani Magdalena jako człowiek dorosły zawarł ustną umowę wspólnego przedsięwzięcia z Panem Ryszardem, który miał i tak ponieść koszty rozbudowy jej budynku warsztatowego. Mieli zarabiać oboje. Konsekwencje umów ustnych są takie same jak i pisanych.
Teraz Pani Magdalena pisze odwołania od każdej decyzji Urzędu wydawanej Panu Ryszardowi.
Moje pytanie jest następujące, czy przypadkiem Pani Magdalena nie szantażuje obecnie Pana Ryszarda składając kolejne odwołania?
Zastanawiające jest też stanowisko Urzędu, który po raz kolejny rozpatruje te same zarzuty w odwołaniach.
Może warto ten tekst zakończyć przypomnieniem słów piosenki „Jak dobrze mieć sąsiada? Który tylko teoretycznie przytuli lub pogada. Dodaj jako ulubiony (37) | Zacytuj ten artykuł na swojej stronie | Odsłon: 828
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 Polska adaptacja JoomlaPL.com Team AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |